Relacje w pracy? U mnie raczej „relacja z pracą” wysuwa się na pierwszy plan. Historia mojej zawodowej ścieżki jest naznaczona dozą rozczarowania – począwszy od pierwszych kroków tuż po studiach, bo zamiast w miejsce z możliwościami rozwoju, trafiłam do ciasnego i dusznego pudełka, w którym lider zamiast „liderować”, był jak zły nauczyciel ze szkolnych opowiadań naszych babć, a „rozwój” to tylko ładne słowo niemające żadnego przełożenia na rzeczywistość.
Zajęło mi dużo czasu, by dojść do miejsca, w którym jestem teraz, jeśli chodzi o podejście i oczekiwania względem zarówno miejsca pracy, jak i mnie jako osoby będącej pracownikiem. Nie chcę już zaglądać do przeszłości, wolę się skupić na tym, co udało mi się wypracować na przestrzeni kilku lat. Zapraszam do przeczytania o tym, jak po powrocie z drugiego urlopu macierzyńskiego i po niełatwych dla mnie zawodowych przejściach, zaczęłam budować w sobie nastawienie i „relację z pracą na etacie”.
Praca – pasją czy pasja DO pracy?
Praca w korporacji, na etacie, nie zamyka mnie w pudełku pt. jestem nudnym etatowcem. Jedyną osobą, która w takim pudełku może mnie zamknąć, jestem ja sama. Tymczasem to wciąż historia o świadomym zarządzaniu energią tak, by starczyło jej na życie poza pracą. Ale też życie w pracy, bo przeczytałam kiedyś mądrą myśl, że niekoniecznie ważne jest, by pasja była pracą – to trochę błędne myślenie, może być zgubne. Raczej warto mieć w sobie pasję DO pracy – takiej czy innej. Jeśli nie mogę zarabiać na tym, co kocham robić, pokocham to, co robię zarobkowo. Albo chociaż polubię – step by step. Przecież nie każdy ma jakieś hobby czy pasję, które go pochłaniają w 100% – i to też jest w porządku. Nie warto się wtedy frustrować, że mam „zwykłą” pracę. Większość z nas taką ma. Warto zrobić sobie codzienną misję z tego, że mam skrzynkę mailową ogarniętą, że faktury przeprocesowane, że klienci obdzwonieni. Generuj energię, nie spalaj jej. Pamiętając, że to nadal tylko praca – niech nie przysłania reszty. Nie pozwól, by stres Cię spalił. Tutaj bardzo przydaje się duchowość, bo dodaje życiu głębi i pozwala złapać odpowiednią perspektywę – jeśli wierzysz, że to życie doczesne nie do końca jest o tobie, nie jest najważniejsze, nie jesteś jego pępkiem – łatwiej wtedy spojrzeć z ukosa, odetchnąć i poczuć spokój. Działać ze spokojem. Nie pozwolić etatowym stresom targać sobą niczym wiatr cienką trzcinką. Wtedy wszystko zaczyna być łatwiejsze i, co też ważne, smakować lepiej (przynajmniej dla mnie jest to ważne).
Takie myślenie pomaga mi w codziennym budowaniu siebie, rzeczywistości wokół, w dbaniu o to, na co mam wpływ. Praca etatowa niekoniecznie musi określać mnie jako człowieka. Nie muszę też jej lubić ani kochać. Warto jednak podchodzić do niej z szacunkiem, wdzięcznością i rzetelnością. Możne nawet znaleźć w niej pole do wzrastania: o, dzisiaj komuś pomogłam. O, ja mam w sobie uśmiech i słońce, więc zmęczonej koleżance poprawiłam nastrój. O, obsłużyłam szybko tego klienta i bardzo mu pomogłam. To mnie definiuje jako człowieka. Podejście. Energia. Nie stopka maila.

Nie jestem bizneswoman
To nie zawsze wychodzi. Nie zawsze mam siłę. Bywam skrajnie niewyspana. Bywam „przeinstagramowana” – wtedy pojawiają się myśli „och, nie, mam już 33 lata i nadal nie jestem boss lady, nie mam biznesu, nie mam workation na Bali” – ale to moment. To nie o mnie. To o wyczerpaniu i fałszywych nakładkach serwowanych przez portale społecznościowe.
Zatrzymać się, wcisnąć pauzę, dać sobie oddech, przestrzeń, przyjrzeć się swoim emocjom i myślom – oddzielić to, co Twoje od tego, co sztucznie wykreowane, nałożone, niepotrzebne.
Pomóc sobie. Uprościć.
Tam, gdzie zaczyna się samookreślanie – jestem bizneswoman, jestem etatowcem, mam pasję, nie mam pasji, kocham to, co robię, nie cierpię tego, co robię – tam zaczyna się brak oddechu, zamknięcie, szufladkowanie – czy jest nam to jakkolwiek potrzebne? Czego nam potrzeba, to więcej samoakceptacji i spokoju. To tutaj zaczyna się przestrzeń na wzrastanie – czy to na etacie, czy na własnej działalności, czy też zajmując się całodobowo dziećmi w domu.